Zaznacz stronę

W poprzednim artykule o tym, czy trzeba jednak te dzieci czegoś uczyć zanim pójdą do szkoły, czy nie, pisałam że na szkołę liczyć nie można. Dziś wyjaśnię, dlaczego tak uważam i jakie są moim (zresztą nie tylko moim) zdaniem główne grzechy szkoły, które powodują, że dzieci po prostu NIE MOGĄ się nauczyć tego, czego by szkoła chciała, żeby się nauczyły.

Po pierwsze za dużo

Jeśli Ci się wydaje, że skoro Ty musiałaś/musiałeś się w szkole uczyć o strefach glebowych, budowie pantofelka i przydawkach, a mimo to żyjesz, w związku z czym Twoje dziecko też przeżyje, to jest tu niestety pewien błąd rozumowania.

Otóż dzisiejsza podstawa programowa jest jeszcze bardziej przeładowana niż to miało miejsce za naszych czasów.

Jeśli my uczyliśmy się masy zbędnych rzeczy, to nasze dzieci mają tego jeszcze więcej.

Wiedza poszła do przodu, to i szkoła pomyślała, że iść do przodu znaczy jeszcze więcej pamięciówy.

Szkoła najwyraźniej nie zauważyła, że obecnie dostępność do wiedzy jest dużo większa i wyszukanie dowolnej informacji zajmuje dużo mniej czasu niż kiedyś.

Dlatego nie ma sensu wszystkiego pamiętać.

Po drugie nie wiadomo po co

Ba, nie da rady wszystkiego zapamiętać! Więc po co? Dla ćwiczenia pamięci? Ok, po to uczyliśmy się na pamięć trenów Kochanowskiego. Ale uczenie się masy informacji na wszystkich przedmiotach, i to na pamięć, to nie jest to, co sprzyja rozwojowi intelektu i wzbogacaniu wiedzy.

Mózg ludzki dostaje co chwilę mnóstwo informacji. Nie jest w stanie zapamiętać wszystkich, dlatego w celach oszczędnościowych wybiera sobie te, które uzna za użyteczne. I to nie jest tak, że dziecko, w toku logicznego rozumowania uznaje, że całki to mu się w życiu do niczego nie przydadzą, w związku z czym olewa je, bo jest leniwe.

Nie, to mózg uznaje co jest przydatne i po prostu nieprzydatnych rzeczy nie chce przyjąć.

Dlatego zakuwanie na pamięć jest nie tylko tak bolesne, ale również tak nieskuteczne.

A w szkole oprócz tej masy informacji, których się uczymy rzeczywiście niepotrzebnie, jest też dużo informacji, które jednak mogą nam się przydać w życiu, ale nikt nam o tym nie mówi. Nie wiemy z lekcji matematyki, że jak nie ogarniemy tych ułamków i procentów, to potem nas bank wydyma na kredycie albo sklep na pożyczce „0%”.

Nie wiemy z lekcji geografii, że wiedza o krajach i kontynentach może nam się kiedyś przydać, jeśli będziemy rozważać migrację, czy nawet wycieczkę za granicę.

Nie wiemy z lekcji biologii, że dzięki wiedzy o swoim ciele możemy wiedzieć lepiej, jak o nie dbać, dlaczego fajki szkodzą, a nawet jak ustrzec się przed niektórymi chorobami.

Nie wiemy z lekcji historii, że wiedza dotycząca narodzin starożytnej demokracji, stalinizmu i nazizmu będzie nam w przyszłości potrzebna w dyskusjach politycznych 😉

Nie, my wszystkiego tego uczymy się tylko i wyłącznie dlatego, że to będzie na sprawdzianie. Motywacja minus dziesięć.

Po trzecie zabójstwo motywacji wewnętrznej

A motywacja to jest podstawa i klucz do wszelkich działań.

Kiedy dziecko idzie do szkoły, przeważnie (o ile starsze rodzeństwo go nie oświeciło) cieszy się, że będzie mogło się nowych rzeczy nauczyć. Bo świat jest taki interesujący! Przecież do tej pory chłonęło wiedzę i ciągle pytało: „dlaczego?”.

Dziecko ma motywację wewnętrzną, żeby się uczyć. Dlatego nie należy mu tego wewnętrznego pędu do wiedzy ograniczać i należy uczyć małe dziecko czytać, jeśli tylko tego chce.

Ale kiedy tylko w szkole się zjawi, to zaraz motywacja wewnętrzna zostanie zastąpiona zewnętrzną.

Oceny, rankingi, porównania

Każdy człowiek, którego się nagradza lub karze za to, co on chciał wcześniej robić, przestaje chcieć to robić. To zostało udowodnione niezliczonymi badaniami.

Kiedy nagradzasz dziecko za rysowanie, które ono lubi, wkrótce okaże się, że jak nie ma nagrody, to już mu się rysować nie chce. A przecież wcześniej chciało, samo z siebie!

Znasz może tę anegdotę, o grupie chuliganów, którzy wybijali wciąż tę samą wystawę sklepową. Właściciel po kolejnej wymianie szyby zwrócił się do nich z pytaniem, czy oni mogliby nadal, odpłatnie tę wystawę wybijać, bo on dzięki temu ma większy ruch w interesie.

Naturalnie się zgodzili, bo kasa na chodniku nie leży. Po pewnym czasie uznał, że jednak nie stać go, żeby im za to płacić, a oni z oburzeniem stwierdzili, że za darmo to wybijać nie będą.

Tak działa motywacja wewnętrzna – jeśli tylko zastąpisz ją wewnętrzną, to znika.

To samo dzieje się z naturalną motywacją dzieci do nauki. Jeśli tylko zaproponujesz piątkę w nagrodę czy dwóję za karę, to koniec. Motywacja wewnętrzna umiera. Dziecko uczy się tylko po to, żeby dostać dobrą ocenę, albo żeby nie dostać złej.

I żeby jeszcze to było skuteczne! Oceny nie są skuteczne! Patrz cytat poniżej:

Gdyby jedynki były skuteczne, to czy mielibyśmy uczniów, którzy wciąż je dostają?

Marzena Żylińska

Po czwarte metodologia jest nieskuteczna

Jeśli jesteśmy przy skuteczności, to niestety szkoła zupełnie świadomie i celowo jest nieskuteczna.

Od lat badania z zakresu psychologii, neuropsychologii i neuroedukacji (neurodydaktyki) dowodzą, że najgorszym sposobem nauki jest metoda transmisyjna, czyli taka, w której nauczyciel transmituje, a uczniowie odbierają.

A tak właśnie działa nasza szkoła.

Dużo lepiej uczy się przez działanie, dotykanie, oglądanie, używanie, sprawdzanie. A potem dopiero samodzielne formułowanie definicji.

Moja 10-letnia córka dostarcza mi niezbitych dowodów na poparcie tych tez. W poprzednim roku, kiedy jeszcze chodziła do szkoły, umiała np. przepięknie wyrecytować formułkę nt. kolejności działań. Po czym w kolejnej sekundzie rozwiązać zadanie w kompletnie nieprawidłowy sposób: od lewej do prawej, nie zważając na pierwszeństwo nawiasów i mnożenia. Co z tego, że powtórzy definicję, skoro jej

  1. nie rozumie
  2. nie umie zastosować!

W tym roku jesteśmy na edukacji domowej i chodzimy czasem na konsultacje do szkoły Montessori, w której dzieci będą zdawać egzaminy.

Na konsultacjach z matematyki, kiedy pracowała na genialnych pomocach montessoriańskich, samodzielnie zdefiniowała wzory na pole prostokąta, trójkąta i trapezu.

Byłam pod wrażeniem nie tylko tego, że ona to rzeczywiście wymyśliła, ale też tego, jak dziecko faktycznie inaczej działa na konkretach, jak metodologia Montessori jest fantastycznie przemyślana i jak samodzielne dochodzenie do wniosków jest kluczowe nie tylko dla przyswajania wiedzy, ale dla rozwoju intelektualnego w ogóle!

Po piąte szkoła nie uczy myślenia

A z tym samodzielnym myśleniem to w ogóle szkoła jest totalnie na bakier.

To jest chyba największa zmiana, odkąd ja chodziłam do szkoły.

Teraz jest tak, że dzieci uczą się przede wszystkim rozwiązywania testów. Jednokrotnego wyboru, zaznaczam, bo to jest ważne. Bo jeśli mózg się nauczy, że zawsze tylko jedna odpowiedź jest prawidłowa, to nie będzie miał nawyku szukania innych rozwiązań! Myślenie kreatywne, lateralne, out of the box? Zapomnij!

Zauważcie, że 30 lat temu matura z polskiego to była rozprawka. Teraz to jest test rozumienia teksu pisanego.

Kiedyś na lekcjach były dyskusje, choćby na polskim – owszem było pytanie „co autor miał na myśli”, co jest z definicji bez sensu, bo przecież tego nikt nie wie, ale można było udzielić innej odpowiedzi niż z klucza, o ile tylko umiało się ją uzasadnić.

Teraz jeśli jest inaczej niż w kluczu, to niestety: siadaj, pała.

Teraz na lekcjach nie ma czasu na dyskusje, bo ledwo się z tą rozdętą podstawą programową wyrobimy. Albo i nie.

Teraz nie ma czasu nawet zadawać wypracowań, bo dzieci mają się faktów uczyć, a kto to potem będzie miał czas sprawdzić?

Dzieci też nie mają czasu i dlatego mają zeszyty ćwiczeń (które trzeba dźwigać w coraz więcej ważących plecakach), żeby tylko luki wypełniały, a nie pisały pełne zdania w zeszycie, jak kiedyś.

Niestety, szkoła uczy myślenia odtwórczego, szablonowego, z tylko jedną odpowiedzią prawidłową.

Nie uczy myślenia krytycznego, twórczego, poza schematem, samodzielnego. Banuje je.

Po szóste stawia na najmniej istotny wycinek umiejętności

Szkoła skupia się tylko na przedmiotach, odtwarzaniu i posłuszeństwie, podobnie jak szkoły 100 lat temu. Zdaje się w ogóle nie zauważać, że społeczeństwo i ekonomia się zmieniają.

Teraz nie potrzebujemy posłusznych i nie myślących samodzielnie pracowników fabryk.

Potrzebujemy niezależnych, twórczych, a przede wszystkim obdarzonych kompetencjami miękkimi i społecznymi jednostek. A szkoła nie tylko nie uczy myśleć, ale także utrudnia rozwój społeczny.

Współpraca? Zapomnij, dostaniesz uwagę za gadanie albo laskę za ściąganie. Porównywanie uczniów i stawianie ocen także współpracy nie uczą.

Rozwiązywanie konfliktów? Nie ma czasu, przerwa ma tylko 10 minut, obaj macie karę, nie ma czasu rozsądzać co się właściwie stało. A w ogóle to trzeba było przyjść na skargę.

Kompetencje miękkie? A kto jest ich wzorem? Krzyczący nauczyciel? Nauczyciel, który ciągle się spieszy, bo nie da się przerobić podstawy programowej w czasie? Nauczyciel, który wymaga przynoszenia prac w terminie, a nie oddaje sprawdzianów na czas?

Oczywiście nauczyciele są różni i nie chodzi mi o to, żeby ich potępiać. Nie wszyscy krzyczą, wiem. Są nawet tacy, którzy naprawdę czują powołanie, pasję i umieją dzieciaki tą pasją zarażać.

Nie, to nie nauczyciele są winni, tylko system. A system mało tego, że nie zmienia się na lepsze, ale zmienia się wręcz na gorsze. I mam na myśli system tradycyjny, zarówno zdecydowaną większość szkół publicznych, jak i wiele szkół prywatnych, które działają w ten sam sposób.

Szkoły demokratyczne, Montessori, waldorfskie działają zupełnie inaczej i duuuużo lepiej z punktu widzenia neuroedukacji.

Nie oczekuj za wiele od szkoły i działaj z wyprzedzeniem

Dlatego (i z wielu innych powodów, ale ten artykuł i tak zrobił się i tak już przydługi) nie można liczyć na szkołę, że „wszystkiego dziecko nauczy” i spokojnie gnuśnieć przez pierwsze 6 lat jego życia.

Największym darem i przysługą dla Twojego dziecka będzie, jeśli nauczysz je jak najwięcej zanim do szkoły pójdzie.

Metoda Domana może być tutaj Twoim ogromnym sprzymierzeńcem w zakresie nauki czytania, liczenia i wiedzy faktograficznej.

Nawet jeśli Twoje dziecko nie zapamięta tych wszystkich faktów, to kiedy na nie kolejny raz trafi w szkole, nie będą dla niego czymś zupełnie obcym i łatwiej je zapamięta. Do tego zbuduje sobie siatkę wiedzy, dzięki której będzie mu łatwiej przyswajać nową wiedzę.

Jeśli możesz pomóc swojemu dziecku przed pójściem do szkoły, to dlaczego by nie spróbować?

Zobacz materiały do pobrania i zobacz, jak one ucieszą Twoje dziecko 😊

Ściskam,

Dorota

×

Połączmy się :)